Reklama


Czar starych samochodów

To, co odróż­nia nowe samo­chody od zabyt­ko­wych, to dusza, która spra­wia, że leciwe sta­ruszki nie tylko wywo­łują uśmiech na twa­rzy, ale wręcz wzbu­dzają miłość u wła­ści­cieli. A ci są gotowi zro­bić wiele dla swo­ich wyma­rzo­nych zabytków.

Odrestaurowany Wartburg 311 i jego dumny właściciel

Odre­stau­ro­wany Wart­burg 311 i jego dumny wła­ści­ciel – fot. JB

- Moja miłość roz­po­częła się jesz­cze w dzie­ciń­stwie. Rodzice mieli taki pojazd i jako dwu­la­tek mia­łem kilka zdjęć za kie­row­nicą czy na masce pojazdu. Po latach przy­po­mnia­łem sobie o tym i posta­no­wi­łem kon­ty­nu­ować zami­ło­wa­nie moich rodzi­ców i nabyć taki pojazd. Udało się to dopiero pod­czas wyprawy z moją rodziną na Mazury. W sto­dole w Szy­ma­nach (to miej­sco­wość przed Szczyt­nem) zna­la­złem taki pojazd i posta­no­wi­łem spro­wa­dzić go do Sosnowca – zdra­dza Arka­diusz Grela.

Po powro­cie z waka­cji pasjo­nat poży­czył lawetę i udał się w drogę. Po prze­je­cha­niu 900 kilo­me­trów mógł się cie­szyć 40-letnim Wart­bur­giem 311. Zanim jed­nak odbył pierw­szą podróż, musiał zmie­rzyć się z wie­loma wyzwa­niami.
– Sam stan samo­chodu był prak­tycz­nie bez zarzu­tów. W karo­se­rii były tylko dwie dziury, ale rama nada­wała się cał­ko­wi­cie do wymiany. Prak­tycz­nie nie ma moż­li­wo­ści zdo­by­cia ory­gi­nal­nej, dla­tego razem z kolegą zro­bi­li­śmy ją od nowa. Wyci­na­li­śmy sza­blony, póź­niej spa­wa­li­śmy pro­file na pod­sta­wie instruk­cji obsługi. To było naj­więk­sze wyzwa­nie, ale na szczę­ście metodą prób i błę­dów wszystko się udało – dodaje.

Pan Arkadiusz w wieku dwóch lat

Pan Arka­diusz w wieku dwóch lat – fot. JB

Pozo­stała jesz­cze kwe­stia detali, które wyróż­niają pojazd w tłu­mie. Uni­ka­towe lampy, zde­rzaki, klamki, wszystko ocie­ka­jące chro­mem i pro­du­ko­wane kil­ka­na­ście lat temu. Na szczę­ście dla pana Arka­diu­sza pomocni stali się pasjo­naci jak on sam.

- Ory­gi­nalne koł­paki i tylne lampy jesz­cze fabrycz­nie zapa­ko­wane udało mi się zna­leźć w inter­ne­cie. Miał je męż­czy­zna z Gdyni, który trzy­mał je w piw­nicy. Nato­miast uszczelki za darmo zro­bił mi pan z Pozna­nia, który ma firmę zaj­mu­jącą się taką pro­duk­cją. Sam jest pasjo­na­tem i podej­rze­wam, że nie­raz szu­kał uni­ka­to­wych czę­ści, dla­tego bez­in­te­re­sow­nie mi pomógł. Trzeba szu­kać, zdo­by­wać kon­takty, pytać ludzi, bo czę­sto można zna­leźć praw­dziwe perełki – pod­su­mo­wuje pasjonat.

Prace zajęły pół­tora roku. Ale było warto, pojazd z lat 70-tych ponow­nie jeź­dzi po Sosnowcu, bo pan Arka­diusz nie zamie­rza trzy­mać go w garażu, wręcz prze­ciw­nie. Gdy tylko pogoda dopi­suje, z całą rodziną jeź­dzi zabyt­kiem.
A jakie plany na przy­szłość? Na celow­niku miło­śnika zabyt­ko­wych samo­cho­dów z Sosnowca jest Mer­ce­des 115 z 1974 roku, który obec­nie znaj­duje się w Krakowie.



Twoje Zagłębie © 2012 Wszelkie prawa zastrzeżone