Reklama


Podręcznikowe dylematy rodziców

Począ­tek roku szkol­nego to gorący okres dla wszyst­kich rodzi­ców. Po pod­li­cze­niu wydat­ków na uczniow­ską wyprawkę, zacho­dzą oni w głowę, skąd wziąć fun­du­sze na zakup nie­zbęd­nych podręczników.

Nie wszystkie podreczniki dostępne są w bibliotekach

Nie wszyst­kie pod­recz­niki dostępne są w biblio­te­kach – fot. ISTOCK

Pro­blem z zawar­to­ścią ple­caka naszych milu­siń­skich zaczyna się już we wcze­snych latach przed­szkol­nych. Niby to tylko kredki świe­cowe, ołów­kowe, dwa bloki, papier kolo­rowy, fla­ma­stry, a 200 zło­tych z port­fela ubywa. Wraz z kolej­nymi stop­niami edu­ka­cji jest jesz­cze trudniej.

- Naprawdę nie wiem, co robić w tym roku. Kom­plet pod­ręcz­ni­ków do czwar­tej klasy wynie­sie nas grubo ponad 400 zło­tych – mar­twi się mama 10-letniego Jasia. – A gdzie jesz­cze do tego zeszyty i przy­bory? Niby wie­dzie­li­śmy o tym już w czerwcu, ale prze­cież nie będę odma­wiać cze­goś dziecku w waka­cje, bo na książki nie star­czy. W podob­nej sytu­acji jest kil­ka­set tysięcy pol­skich rodzi­ców. Czy jest dla nich ratu­nek? Jak się oka­zuje tak, a moż­li­wo­ści jest kilka.

Bar­dzo czę­sto na początku nowego roku szkol­nego orga­ni­zo­wane są kier­ma­sze ksią­żek, gdzie wiele pozy­cji można nabyć po oka­zyj­nych cenach. Nie­które punkty ofe­rują pod­ręcz­niki uży­wane w bar­dzo dobrym sta­nie. Można też samemu zyskać odro­binę fun­du­szy, odda­jąc nie­znisz­czone książki z poprzed­nich lat w spe­cjal­nie do tego prze­zna­czo­nych sku­pach. Nie­stety, nie­które egzem­pla­rze kupuje się raz na trzy lata. Co prawda, zakupy na następne lata nie są aż tak kosz­towne, ale jed­no­ra­zowo to duże obcią­że­nie finansowe.

Cza­sami ist­nieje moż­li­wość wypo­ży­cze­nia jed­nej pozy­cji ze szkol­nej biblio­teki, ale to tylko kro­pla w morzu potrzeb. Znacz­nie czę­ściej rodzice prze­trzą­sają sklepy i aukcje inter­ne­towe w poszu­ki­wa­niu tań­szych opcji. Prze­ma­wia za tym jesz­cze jeden argu­ment – kolejki w księgarniach.

– W tym przy­padku bar­dziej zależy nam na wygo­dzie i czę­sto nawet nie orien­tu­jemy się, że przez koszty wysyłki zapła­ci­li­śmy za jeden egzem­plarz nawet o kil­ka­na­ście zło­tych dro­żej – mówi Krzysz­tof Przy­bysz, eks­pert Eks­press Kasy.

Co więc robimy, jeżeli zakup nowych pod­ręcz­ni­ków prze­ra­sta nasze moż­li­wo­ści finan­sowe, a czasu na wyszu­ka­nie tań­szych mamy jak na lekar­stwo? Wtedy zaczy­namy szu­kać pomocy gdzie indziej. – Coraz czę­ściej rodzice korzy­stają z zewnętrz­nych form sfi­nan­so­wa­nia wyprawki. W końcu dzieci nie mogą pójść do szkoły bez ksią­żek. To jed­nak roz­wią­za­nie na chwilę, w końcu kre­dyt czy wspar­cie prę­dzej czy póź­niej będzie trzeba oddać. Lep­szym roz­wią­za­niem jest poszu­ka­nie moż­li­wo­ści dofi­nan­so­wa­nia. Ta forma wspar­cia nie przy­słu­guje jed­nak każ­demu. A warunki, na jakich otrzy­mać można wyprawkę regu­lują urzędy roz­dzie­la­jące pieniądze.



Twoje Zagłębie © 2012 Wszelkie prawa zastrzeżone