Reklama


Ocalmy wąskotorówkę!

Powstała w latach 30. ubie­głego wieku, jako kolej trans­por­tu­jąca gór­ni­ków i węgiel. Czasy świet­no­ści sosno­wiec­kiej wąsko­to­rówki już dawno minęły, a za trzy lata cał­ko­wi­cie może znik­nąć z mapy mia­sta. Zabyt­kowy pojazd czeka na zapa­leń­ców, któ­rzy dostrzegą w nim skarb techniki.

Sosnowiecką wąskotorówkę coraz rzadziej spotykamy na torach

Sosno­wiecką wąsko­to­rówkę coraz rza­dziej spo­ty­kamy na torach – fot. AP

Kolej wąsko­to­rowa poja­wiła się w Zagłę­biu po I Woj­nie Świa­to­wej. Wtedy to tory o roz­sta­wie 750 mm połą­czyły Juliusz i Kazi­mierz. Kolej dotarła rów­nież do Porąbki, jed­nak ten odci­nek został ostat­nio zli­kwi­do­wany, a ślad po nim to nasyp kole­jowy. Sosno­wiecka wąsko­to­rówka powstała, by połą­czyć szyby nale­żące do War­szaw­skiego Towa­rzy­stwa Kopalń i Zakła­dów Hut­ni­czych, i rów­nież teraz służy do prze­wozu urobku. To za kilka lat się zmieni.

- Funk­cjo­nu­jąca w naszej kopalni kolej wąsko­to­rowa dalej pełni swoją funk­cję. Podob­nie jak kie­dyś, prze­wo­zimy nią węgiel i kru­szywo. Jest to zaby­tek tech­niki, ale dla nas bar­dzo drogi ze względu na koszty eks­plo­ata­cji i fakt, że te loko­mo­tywy nie są już pro­du­ko­wane, więc nie można nabyć czę­ści zamien­nych i wszyst­kie muszą być dora­biane ręcz­nie – wyja­śnia Zbi­gniew Wiśniew­ski, dyrek­tor ds. eko­no­micz­nych KWK Kazimierz-Juliusz.

Obec­nie kopal­nia posiada pięć loko­mo­tyw, z czego trzy są w uży­ciu. Dwu­dzie­sto­to­nowe „Lola”, „Laleczka” i „Ziuta” codzien­nie wyjeż­dżają na tory. Za trzy lata dopusz­cze­nia do ruchu wyga­sną i zie­lone loko­mo­tywy staną na zawsze w paro­wo­zowni. Będzie to strata nie tylko dla Sosnowca, ale i całego kraju, gdyż licząca kil­ka­set kilo­me­trów sieć torów o roz­sta­wie 750 mm gwał­tow­nie się kurczy.

- Sosno­wiecka kolej wąsko­to­rowa to jedna z trzech zakła­do­wych kolei, które jesz­cze są w eks­plo­ata­cji. Są to żywe dowody na roz­wój tech­niki w naszym kraju i dla­tego warto je oca­lić dla przy­szłych poko­leń. Dla­tego, gdy kilka lat temu chciano zli­kwi­do­wać Gór­no­ślą­ską Kolej Wąsko­to­rową, zde­cy­do­wa­li­śmy się zro­bić wszystko, by dalej funk­cjo­no­wała. Podob­nie powinno stać się w Sosnowcu – mówi Łukasz Musioł, wice­pre­zes zarządu Sto­wa­rzy­sze­nia Gór­no­ślą­skich Kolei Wąsko­to­ro­wych w Bytomiu.

Początki dla zapa­leń­ców nie były pro­ste. Do współ­pracy udało się zapro­sić samo­rzą­dow­ców, a ci pomo­gli pozy­skać środki na moder­ni­za­cję i przy­wró­ce­nie wąsko­to­rówki do cza­sów świetności.

- Na całą moder­ni­za­cję potrzeba jest aż 400 milio­nów zło­tych, ale my jeste­śmy zde­ter­mi­no­wani, by się tym zająć. Dla­tego pozy­ska­li­śmy z RPO 3,5 mln zło­tych, kolejne pół­tora doło­żymy z budżetu Byto­mia. To pozwoli na remont trzech istot­nych dla funk­cjo­no­wa­nia wąsko­to­rówki wia­duk­tów – mówi Gerard Golomb, kie­row­nik refe­ratu trans­portu lokal­nego bytom­skiego magi­stratu. W przy­padku GKW pomocna oka­zała się ustawa o przy­własz­cze­niu majątku PKP przez gminy. W Sosnowcu sprawa nie jest jed­nak taka pro­sta, gdyż kopal­nia w myśl prze­pi­sów nie może oddać swo­jego majątku. – Chciał­bym, by nasza kolej prze­trwała i by zajęli się nią zapa­leńcy, jak ci z Byto­mia. Kopal­nia uwią­zana jest prze­pi­sami, w myśl któ­rych nie możemy jej oddać, a jedy­nie sprze­dać w dro­dze prze­targu. Pomo­żemy chęt­nym pod warun­kiem, że zgło­szą się do nas z kon­kret­nymi pro­po­zy­cjami – dodaje Wiśniewski.

Poja­wiły się już pierw­sze głosy, że w Sosnowcu powstaje sto­wa­rzy­sze­nie, które ma zająć się tą sprawą. Miejmy nadzieję, że dzięki ich dzia­ła­niom uda się zebrać potrzebne środki i oca­lić sosno­wiecką wąsko­to­rówkę przed cał­ko­witą likwidacją.



Twoje Zagłębie © 2012 Wszelkie prawa zastrzeżone