Reklama


Kładka nadal nieczynna, a mieszkańcy wciąż narażają swoje życie

Od ponad roku miesz­kańcy na Macz­kach nie mogą dopro­sić się o remont kładki nad torami kole­jo­wymi. Usy­tu­owa­nie dziel­nicy powo­duje, że jest to jedyne, wygodne przej­ście. Teraz muszą łamać prawo i nara­żać swoje życie już od ponad roku.

Kładka na Maczkach

Kładka na Macz­kach, fot. PL

Kładka na Macz­kach została zamknięta w minio­nym roku po tra­gicz­nym wypadku, do jakiego doszło w Strze­mie­szy­cach. Przej­ście w Sosnowcu jest w podob­nym sta­nie, jak to z sąsied­niego mia­sta. Wyda­wało się, że tak stra­te­giczne przej­ście dla tej czę­ści mia­sta musi zostać szybko wyre­mon­to­wane i na nowo otwarte. Nic bar­dziej myl­nego, bowiem miesz­kańcy pro­szą o to już ponad rok. A kładka jest ważna, bowiem sta­nowi doj­ście m.in. do szkoły czy kościoła. Szcze­gól­nie istotna jest więc dla dzieci, które miesz­kają w tej dziel­nicy. – Dzieci ganiają po torach, a naj­bliż­sze moż­liwe przej­ście jest odda­lone o około 2 kilo­me­try. Nie­stety, wszy­scy łamią prawo, mimo że przej­ście jest wzbro­nione, ale mimo to, kładka jest nadal nie­wy­re­mon­to­wana – mówi nam zanie­po­ko­jona miesz­kanka dzielnicy.

Droga, którą wyzna­czył magi­strat, nie do końca jed­nak odpo­wiada poru­sza­ją­cym się. – Jest daleko, a poza tym nie ma tam żadnych zna­ków, jest też nie­bez­pieczna. Dzieci samych tam nie pusz­czę, a zda­rzało się, że prze­cha­dzali się tam­tędy nie do końca nor­malni ludzi – mówi zanie­po­ko­jona pani Agnieszka, która codzien­nie stara się odpro­wa­dzać córkę do szkoły… wła­śnie przez tory. - Mogłaby cho­dzić sama, ale boję się jej tutaj pusz­czać. Czy jak będzie star­sza, to też będę musiała z nią cho­dzić? – zasta­na­wia się.

Choć sytu­acja prawna nie jest skom­pli­ko­wana, to jed­nak pro­blem jest. Urząd Miej­ski w Sosnowcu nie jest wła­ści­cie­lem kładki, więc nic przy niej zro­bić nie może. Ta za to należy do Zakładu Linii Kole­jo­wych, który z remon­tem się nie spie­szył. Powo­dem są fun­du­sze, a kon­kret­nie ich brak. Po roku nego­cja­cji, sosno­wiecki magi­strat wysłał do PKP pismo, w któ­rym pro­po­nuje podział kosz­tów przy odbu­do­wie kładki. Obie strony mia­łyby wyło­żyć po 500 tysięcy zło­tych. - Pro­ce­dura byłaby po stro­nie Pol­skich Linii Kole­jo­wych. Teraz zarząd PLK musi zaopi­nio­wać pismo. Szcze­rze mówiąc, jeśli doj­dzie do poro­zu­mie­nia, to remont raczej nie roz­pocz­nie się w tym roku – mówi Mar­cin Chru­ście­lew­ski z sosno­wiec­kiego ZKL.

Piłeczkę odbija rzecz­nik PLK, Krzysz­tof Łańcucki, który przy­znaje, że choć kładka jest w rękach kole­jo­wych, to jed­nak służy miesz­kań­com mia­sta. - Zwra­camy na ten fakt uwagę wła­dzom Sosnowca. W dal­szym ciągu pro­wa­dzimy roz­mowy na temat przy­szło­ści kładki. Mamy nadzieję na doj­ście do poro­zu­mie­nia – mówi. Kiedy to nastąpi, na razie nie wia­domo. Jed­nak wydaje się, że w 2012 roku miesz­kańcy nadal będą patrzyli na rdze­wie­jący i roz­pa­da­jący się obiekt. Oby do tej pory nie doszło do kolej­nej tragedii.



Twoje Zagłębie © 2012 Wszelkie prawa zastrzeżone